[Rozmiar: 13117 bajtów] logo CIL logo FCI logo ZKwP flaga brytyjska


nagłówek działu lagotto
[Rozmiar: 12551 bajtów] [Rozmiar: 12813 bajtów] [Rozmiar: 13215 bajtów] [Rozmiar: 13215 bajtów] [Rozmiar: 13215 bajtów] [Rozmiar: 13215 bajtów] [Rozmiar: 13215 bajtów] [kontakt] [Rozmiar: 13215 bajtów]


logo hodowli
 

Bełtold
Mela
Bełtold środkiem trwałym
Wywiad z lagotto
Mela i Bełtold w kulturze i sztuce
Rysunki Jędrzeja Łanieckiego
Piosenki dla psów i o psach
Pamiętam
Parada Lagotto


Pół żartem, ale jednak serio

Bełtold

Poza tym miejscem, wszystkie wiadomości na stronach przygotowała moja Żona, Anna. Ona zajmuje się hodowlą, wzorcem, wystawami i tym wszystkim czego ja nie rozumiem i nie lubię. Ona ma Congo.

A mój pies to Bełtold :) Dla mnie jest to kumpel do zabawy piłką, na spacer do parku i tarzanie się na podłodze. Janusz Meissner w książce "Opowieść pod psem, a nawet pod dwoma" zawarł doskonałą definicję psa: "Każdy wie, co to takiego zwykły pies: łeb, cztery nogi, trochę pcheł, ogon i szczeka, a czasem gryzie." Zapewniam Państwa, Bełtold jest psem :) chociaż jeszcze nie wie co to pchły...

Dlaczego Bełtold? Podczas spaceru w parku zobaczyłem kiedyś psa który mi się spodobał. Zapytałem żonę jaka to rasa. Odpowiedziała "A to taki bełcik". I tak zostało. Bełtold, Bełcik, Bełtek. A na "Congo" jakoś nie reaguje :)

Dlaczego lagotto? Bo nie lubię pudli! Kiedy zastanawialiśmy się nad następnym psem (wcześniej mając trzy cavaliery), jednym z podstawowych kryteriów było żeby nie liniał. Pudel spełnia ten warunek, ale ryzyko, że musiałbym wyjść na ulicę ze stworzeniem wyglądającym jak skrzyżowanie lwa z pawianem nie pozwalało mi nawet rozważać tej rasy. A lagotto bardzo mi się spodobał, jako nie rzucający się w oczy, zwyczajny pies, zwykły kundel (w najlepszym znaczeniu tego słowa!).

Z Bełtoldem spotkaliśmy się w Katowicach, przyjechał tam z Węgier. W domu powitały go Tosia i Counti - cavaliery. Tosia niestety go nie polubiła. Był zbyt żywiołowy, za bardzo dokuczliwy więc w miarę możliwości unikała go. Counti zaś okazała się potulna, za co cierpi do tej pory - o czym świadczą smętne strzępy zwisające z uszu. Ale ogólnie rzecz biorąc większych problemów nie ma, stadko żyło i żyje w zgodzie.

Bełtold jest psem nieśmiałym. Kiedy ma okazję pobawić się w większym psim gronie w parku, trzyma się raczej na uboczu. Owszem, bawi się z innymi, ale nie ma w nim takiej energii i szaleńczego błysku w oku, jak wtedy kiedy może pobiegać sam.

Skoro mowa o zabawie, to Bełtold nie jest bardzo wymagający. W zupełności zadowala go piłka tenisowa. Nie gardzi też różnymi pluszowymi zwierzakami i trzeba przyznać, że w większości przypadków wystarczają mu na długo. W ogóle mimo swojego temperamentu nie wyrządził jak dotąd większych zniszczeń ;) Ot, wydrapał dwie dziury w ścianie (przed remontem) i zjadł metr kwadratowy wykładziny która i tak była spisana na straty.

Bełtold lubi pływać. Poza tym uwielbia jeść, spać i gryźć pana. Mnie.

Jeśli chcecie Państwo dowiedzieć się czegoś więcej, napiszcie do Bełtolda. Na pewno się ucieszy. Jego mail: beltold@lagotto.aprim.pl

Kuba

Mela

Mela przyjechała do nas na początku 2013 roku. Właściwie to przyjechała z nami, bo odbyliśmy wielką wyprawę do jej rodzinnej miejscowości we Włoszech. Sama podróż była wydarzeniem, zwłaszcza dla niezbyt doświadczonego kierowcy, który w trzy dni musiał przejechać ponad 3000 km. Ale dałem radę!

Melę obudziliśmy o 5:00 rano, a do domu przyjechaliśmy przed północą. Przez prawie 19 godzin, 1500 km, piesek który widział nas drugi raz na oczy i nigdy wcześniej nie jechał samochodem, ani razu nie pisnął ze znudzenia, zmęczenia czy strachu! Spała, bawiła się, wyglądała przez okno, jadła, piła i cieszyła się świeżym powietrzem podczas postojów. Podróż była więc niesamowicie i zaskakująco spokojna.

Powitanie z Bełtoldem i Counti, czyli naszym cavalierem też było przyjacelskie i spokojne. Counti z całą stanowczością oznajmiła że nie chce mieć z Melą nic wspólnego i teraz niech się Bełtold martwi. A Bełtold już następnego dnia, za pomocą ugryzienia w ucho wytłumaczył gdzie jest Meli miejsce w szeregu i odtąd żyją w zgodzie.

Pamiętałem, że kiedy przyjechał do nas Bełtod, kilka nocy spędziłem z nim na podłodze, bo inaczej spać się nie dało. A Mela nie miała kłopotów z bezsennością. W ogóle łatwiej i szybciej zaaklimatyzowała się. Nie ma też problemów z jazdą samochdem, co Bełtoldowi na początku nie sprawiało przyjemności.

Jej żywiołowość każe się czasem zastanawiać, czy to na pewno jest pies. Jej skoki z kanapy na fotel są z pogranicza brawury i szaleństwa. Psy tak nie skaczą! No i psy nie piją tyle wody, czego konsekwencje są łatwe do wyobrażenia.

Niestety, nasza wspólna przygoda trwała zbyt krótko. Z Melą musieliśmy się pożegnać o wiele lat za wcześnie :(

Bełtold środkiem trwałym

Co prawda posiadanie Bełtolda to sama przyjemność, ale nie można zapominać o przyziemnych sprawach, takich jak koszty jego utrzymania. Ponieważ liczymy, że w przyszłości Bełtold będzie też przynosił przychody, postanowiłem rozszerzyć swoją działalność gospodarczą o hodowlę psów.

Udałem się w tym celu do swojego Urzędu Miasta, do Wydziału Działalności Gospodarczej, gdzie po krótkiej burzy mózgów dowiedziałem się, że się nie da.

Otóż hodowla zwierząt okazała się być działem specjalnym produkcji rolnej, a co za tym idzie nie może być traktowana jako działalność gospodarcza itd. Ale rzekomo mógłbym ją zarejestrować jako odrębną działalność, opodatkowaną ryczałtem.

Tu pojawiły się moje wątpliwości, bo byłem przekonany, iż nie można prowadzić dwóch działalności opodatkowanych na różnych zasadach. Aby to wyjaśnić zostałem skierowany do urzędu skarbowego. Tam okazało się że mam rację.

Właściwie byłem gotów się poddać. Nie pierwszy raz coś się "nie dało". Ale na wszelki wypadek poprosiłem jeszcze panie z Urzędu Miasta o przesłanie podstaw prawnych które uniemożliwiają zarejestrowanie hodowli jako działalności gospodarczej, opodatkowanej na zasadach ogólnych.

Tu z pomocą przyszła mi Pani Naczelnik Wydziału, która z własnej inicjatywy skierowała zapytanie do Ministerstwa Gospodarki.

Odpowiedź nadeszła niebawem. Ministerstwo Gospodarki zwróciło się o zajęcie stanowiska do Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Nie wnikając w szczegóły które można wyczytać z załączonego skanu pisma: okazało się że mogę hodowlę psów wpisać do zakresu swojej działalności :))

Pozostało więc tylko zaksięgować Bełtolda. W ten sposób, po poruszeniu dwóch urzędów i dwóch ministerstw Bełtold stał się środkiem trwałym o amortyzacji jednorazowej :))

[Rozmiar: 7618 bajtów][Rozmiar: 8075 bajtów]

Wywiad z lagotto

Jakiś czas temu nasze lagotto udzieliły wywiadu, który dopiero teraz nam pokazały i pozwoliły opublikować na stronie. W całości można przeczytać go tu

Mela i Bełtold w kulturze i sztuce

Mela i Bełtold rozpoczęły karierę artystyczną od pozowania do papierowych wycinanek (nie licząc niezliczonych zdjęć i filmów).

Rysunki Jędrzeja Łanieckiego

Piosenki dla psów i o psach

Tadeusz Chyła - Sen psa

Piosenka w formacie mp3 (3MB)

Na polu kalafiory,
Na całe życie dość.
Każdy kalafior spory
I w każdym rośnie kość,
Więc podjem znakomicie,
Aż po żołądka kres,
Ach, piękne, pieskie życie,
Ach, piękny jestem pies.
Przechodzę do alkowy,
W alkowie stoi stół.
Ma czworo nóg wołowych,
Wędzonych w dymie z ziół,
Więc wszystkie nogi wcinam,
Zostaje tylko blat.
Och, mój żywocie błogi,
Ach, piękny, piękny świat.
Po łące chodzą krówki -
Słownie sześćdziesiąt sześć,
Podchodzę - to parówki!
Gorące, tylko jeść.
Parówki autentyczne,
Kilometrowy zwój.
Och, chwile niebotyczne,
Och, piękny świecie mój.
Na wzgórzu stoi lasek,
A w lasku pachnie wrzos.
Ten lasek też z kiełbasek
I widzę, wrzos - to sos,
Więc cały lasek wcinam,
Rozlewam wrzos do waz.
Och, cudna to godzina,
Och, niesłychany czas.
Już jesień jest, niestety,
Deszcz chlupie, chlup, chlup, chlup,
Spadają z drzew kotlety.
A wszystkie do mych stóp,
Tłuszcz pryska mi na wąsy,
Sztuki mięs pędzi wiatr,
Wieprzowy wschodzi księżyc,
Zbaraniał cały świat.

Pamiętam...

Psy zawsze lubiłem, ale nigdy nie miałem własnego.

Za to jak już wszedłem między psy, to od razu między trzy cavaliery.

Counti mieszka z nami nadal, wcześniej pożegnaliśmy Josie i Tosię.


[Rozmiar: 31337 bajtów]Josie

Z Josie nie miałem kontaktu - była już starszym psem, zajętym przede wszystkim spaniem. No i zupełnie głucha, co bardzo utrudniało zrozumienie. Ale była miła i przyjacielska. Ucieszył ją dłuższy, wiosenny spacer do parku i taką ją pamiętam.


[Rozmiar: 23196 bajtów]Tosia

Żałuję, że Tosi nie poznałem kiedy była młoda - pewno powygłupialibyśmy się razem. Bo nawet jako starsza psia pani, miała dużo energii i skłonność do zabawy. Z nią zrozumieliśmy się od początku i była moją prawdziwą psią kumpelą.

Wesoła i towarzyska, jednak nie pozwalająca sobie na wszystko i mająca swoje zdanie. Lubię takie psy. Ujęła mnie kiedy podczas jakiejś choroby, wyraźnie próbowała się mną opiekować :) Nie wiele brakowało a chyba robiłaby mi śniadanie do łóżka :))

Mam wrażenie że nie zachwyciło jej pojawienie się w domu Bełtolda. Spodziewaliśmy się że albo potraktuje go jak swoje dziecko, albo będzie z nim walczyć. A stało się coś innego. Szukała spokoju schodząc mu z drogi i chyba jej smutno było, że taki mały wariat odciąga od niej naszą uwagę. Cóż, ludzie popełniają błędy, psy rzadziej.


[Rozmiar: 23196 bajtów]Mela

Nie powinnaś tego zrobić swoim człowiekom, Melu... Nie powinnaś tego zrobić Bełtoldowi, Counti... Ani temu maluchowi, którego nam zostawiłaś...

Kochała wszystkich ludzi i wszystkie psy. Uwielbiała pływać, kopać dziury. Szalała z piłką. Miała destrukcyjny wpływ na wszystkie pluszowe zabawki.

Odeszła z powodu choroby, raka nerki z przerzutami do płuc. Ostatnie dni były już dla niej trudne. Ale ja będę ją pamiętał jako uroczą wariatkę, pełną radości, upartą i zawziętą.

Lubię sobie wyobrażać, że teraz te wspominane psy nie muszą tylko słuchać piosenki "Sen psa" - one po prostu tam są, na polu kalafiorów i w kiełbaskowym lasku :))

Parada Lagotto

10 lutego 2013 odbyła się Pierwsza Warszawska Parada Lagotto :) Spotkaliśmy się na Polu Mokotowskim.

Propozycja spotkania padła w ostatniej chwili i nie udało nam się umówić ze wszystkimi. Było pięć psów: Amigo, Bella, Bełtold, Lucky i Mela. Dwa o których wiemy nie zdążyły dojechać.

Film z Pierwszej Warszawskiej Parady Lagotto - format wmv, 39 MB